Ludwik Wolta

Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On Google PlusVisit Us On Instagram

Kot Stalina

 

Kot StalinaWślizguję się do gabinetu.

Tak jak myślałem – na fotelu siedzi podstarzały wąsacz w białym mundurze.

Tak, to właśnie mój pan.

Podbiegam i wskakuję mu na kolana. Tarmosi mnie trochę, ale w końcu delikatnie strąca. Nie ma dla mnie czasu. Za chwilę spróbuję ponownie. Jestem absolutnie pewien, że nie będzie w stanie mi odmówić.

On jednak wstaje z fotela i przechadza się po gabinecie. Włącza kwartet smyczkowy. Rozbrzmiewają podstępne skrzypce, później kolejne… jak pająki dziergają zdradliwą sieć. Ten utwór napisał znajomy mojego pana. Szostakowicz to jedyny człowiek o którego bywam zazdrosny. Nigdy nie widziałem innego mężczyzny krzyczącego na mojego pana, a on sobie na to pozwolił.

Chłonę zaniepokojoną twarz Stalina. Czymś się martwi. Podchodzę, by go pocieszyć. Wyginam swój stary grzbiet w jego stronę. On wciąż myśli w znieruchomieniu, ale w końcu bierze mnie w ramiona i siada.

I wtedy następuje to co najbardziej kocham. Mogę grzać się jego władzą. Opalać się nią. Wtedy cała wielkość spływa na mnie; zasysam ją jak osmotyczny kosmaty wampir. I nagle przestają mi doskwierać stare gnaty, przestaje mnie cokolwiek interesować, znika nawet głód. Biały mundur jest szorstki, ale dla mnie to cudownie miękka otulina. Wysuwam pazury i uderzam łapą w zwisające medale. Pan uśmiecha się pod nosem. Jest mi dobrze. Tu, na jego kolanach czuję się naprawdę bezpiecznie.

Stalin jednym skinięciem palca może zgładzić całe narody, ale swojemu kotu nie zrobi krzywdy… cholera, uwielbiam o tym myśleć!

Udostępnij tekst:
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+