Ludwik Wolta

Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On Google PlusVisit Us On Instagram

Sebastian Zbawiciel

 

Sebastian ZbawicielZ kim jak z kim, ale z Sebastianem dobre stosunki warto utrzymywać.

Na pierwszy rzut oka  przypomina on karka z którym możesz co najwyżej o dietach i odżywkach pogadać. I to prawda, mogłeś z nim pogadać… o dietach i odżywkach. To dzięki jego programowi żywieniowemu, który kosztował mnie zaledwie dwa sieciówkowe piwa, udało mi się zrzucić dwadzieścia kilo.

I w dwa miesiące zmieniłem się z grubego przegrywa w przegrywa chudego. Przestrzegałbym jednak przed tak jednowymiarowym postrzeganiem osoby Sebastiana. On zna się na wielu sprawach, o które nigdy byście go nie podejrzewali.

Jego babcia była osiedlową czarownicą. Żyła z przygotowywania skutecznych płukanek dla tutejszych babć i maści na porost włosów dla starzejących się panów. Nie każdy wiedział, że za niewielką opłatą potrafiła rzucić sadystyczną klątwę. Zwiedzione dziewczęta mogły poprosić ją, by rzuciła urok na ogrów, którzy, po zalaniu fundamentów, uchylali się od ojcostw i alimentów. Zazwyczaj wystarczały dwa lub trzy zaklęcia, by takie indywiduum zaczęło się krztusić i wypluwać własne zęby. Z równie dobrym rezultatem posługiwała się magią finansową i matrymonialną.

Gdy Sebastian po raz pierwszy pożarł całą paczkę acodinu, zrozumiał, że odziedziczył po niej niektóre zdolności. Za pomocą jednego spojrzenia potrafił sprawić, że jego osiedlowi wrogowie łapali gumę w swoich beemkach (wiem bo sam kiedyś zapłaciłem Sebastianowi za wyrządzenie takiej szkody ścigającemu mnie za długi dealerowi, słynnemu Krzysiowi Szufli). W stanach transu potrafił złapać trop myślokształtów zagubionych przedmiotów. Rodzice okradzionych dzieci często zwracali się do Sebastiana, by pomógł odszukać komunijne rowerki. Otrzymane w podzięce pieniądze, w ogóle się go nie trzymały. Zazwyczaj przepuszczał wszystko na wysokiej jakości produkty spożywcze. Pozbyłem się balastu – mawiał.

Historia Sebastiana posiada tragiczny punkt zwrotny.

Pewnego razu został potrącony właśnie starą beemkę, jedną z tych z których opon z lubością spuszczał powietrze. Nie wiadomo kto dokładnie go potrącił. Niektórzy mówią, że to sprawka Krzysia Szufli, a powodem – fakt iż Sebastian był jedyną osobą na ośce, która nie płaciła mu myta. Tak czy owak, Sebastian trafił do szpitala i przebywał w jednodniowej śpiączce. Kiedy się obudził, nie był już tym samym człowiekiem.

Opowiadał, że w czasie, gdy był nieprzytomny, przebił się do wyższej gęstości, gdzie której spotkał swoją zmarłą babcię i inne duchy. Miał tam posiąść wiedzę o metadietetyce, sposobach żywienia niedostępnych zwykłym śmiertelnikom. Wtedy zaczął robić dziwne rzeczy – pił kawę ze smalcem i pożerał całe kilogramy żelek, twierdząc, że musimy zrozumieć głębszy wymiar żywienia. Przodkowie musieli wiedzieć co robią, bo nie mieli czasu na błędy, mawiał. Rzeczywiście, przypompował masę; po roku wyglądał przerażająco. Nawet największe męty z okolicy usuwały mu się z drogi. Sebastian sunął jak walec przez osiedlowe ścieżki, matki zasłaniały oczy swoim córkom, a bawiący się chłopcy krzyczeli i uciekali gdy tylko pojawił się na horyzoncie. Był postrachem osiedla: gdy w powietrzu pojawiała się groza, wszyscy wiedzieli, że zbliża się Sebastian Zbawiciel.

Niestety, to nie był ostatni etap jego przemiany. Po dwóch latach, Sebastian zmienił się w kwadrat, już nie metaforyczny, a faktyczny. Gdyby popchnąć go na deskorolce w rzymski legion, postrącał by wszystkich jak kręgle. Jego mięśnie stały się stalowe – mógłby zostać ochroniarzem arabskiego szejka i bez poważniejszych szkód na zdrowiu, przyjmować na siebie wszystkie kule. Zresztą, wtedy nawet wzięli go na ochroniarza, ale jego wygląd był tak przerażający, że nikt już nie pojawiał się w klubach, w których stróżował.

Kilka dni temu minął drugi rok odkąd stosuje dietę i plan ćwiczeń, objawione mu przez duchy w zaświatach. Już się nie rusza. Mięśnie jego ud są tak rozwinięte, że nie potrafi postawić nawet drobnego kroku. O poruszaniu ramionami również nie może być mowy. Szczęście, że może jeszcze wykonywać proste ruchy dłońmi i z niewielką pomocą spożywać swoje ketozoidalne posiłki.

Odwiedzam czasami Sebastiana i pytam jak utrzymać właściwą wagę. Zawsze jednak zaznaczam, by dzielił się ze mną tylko wiedzą powszechnie dostępną, bo do tej tajemnej jeszcze nie dorosłem.

Udostępnij tekst:
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+