Ludwik Wolta

Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On Google PlusVisit Us On Instagram

Sen o Papieżu i Batonikach

 

papież

Siódmy maja – imieniny dziadka.

Wystukuję numer i czekam na połączenie.

Staruszek zaraz odbierze…

Nie obmyśliłem życzeń. Będę musiał improwizować.

Nagle w słuchawce rozlega się obcy, męski głos:

– Pragniemy poinformować, że w zeszłą sobotę na rynku pojawił się trefny rzut batoników. Wszystkie wypełniono dopalaczami…

Szum.

Kurwa, co to było, myślę.

– Halo?

– Halo, halo! – krzyczy dziadek.

– Cześć, dziadziu! Co tam słychać?

– Oj, wnusiu, wnusiu…

Wiem, że stało się coś niedobrego – dziadek… płacze.

– Wszystko gra? – pytam, zdziwiony reakcją.

– Wnusiu… ja… widzę jak przez mikroskop!

Wszystko staje się jasne. Dziadek zjadł batonika Jest cukrzykiem, nie powinien był tego robić. A na domiar złego batonik nafaszerowano dragami! Percepcję dziadka wypełniają żarłoczne fraktale, a on nazywa to po swojemu. Wydaje mi się, że pożarł tryptaminy, ale nie mogę tego sprawdzić – pudła ze snickersami trafiły już na prokuratorskie zaplecza.

– Dziadziu, powiedz prawdę… zjadłeś batonika?

– Wnusiu, wnusiu… – powtarza w zmieszaniu – …zjadłem. Nie powinienem, ale zjadłem.

– Kiedy?

– W sobotę.

Dziwne. We śnie jest wtorek; przecież od soboty powinno już minąć, myślę.

I wyruszam na wielką misję – po antidotum, które zresetuje dziadkowy bad trip.

Po długiej wędrówce, docieram do Watykanu. Stoję w wielkiej sali bibliotecznej, widzę rzeźbione w drewnie regały pełne szlachetnych woluminów, skąpane w magicznie granatowym, przefiltrowanym przez witraż ze świętym Hieronimem. Co za przepych! Wokół przemykają dostojnicy z Kongregacji Nauki Wiary. O! W tłumie mignął mi jezuicki generał. Ten tłum wygląda jak niekończący się kobierzec! A pośrodku, na ociekającym złotem tronie, spoczywa Jego Świętobliwość. Znalazłem się we właściwym miejscu, myślę. Tak, tylko papież zna odpowiedzi na wszystkie pytania świata. A ja mogę zadać tylko jedno – takie panują tu zasady.

Jedynym czego pragnę jest wydobycie dziadka z jaskini pełnej żarłocznych fraktali.

Otwieram usta, by zadać pytanie, ale… nie mogę wydusić z siebie ani słowa! Z mojej krtani dobywa się jedynie przeciągły, obrzydliwy dźwięk. Wszyscy czekają; jasne, że są zniesmaczeni tym wyciem, posyłają mi ponaglające spojrzenia; papież czeka również; niecierpliwi się, a ja stoję jak kołek, czy raczej zepsuta syrena. Jego Świętobliwość, lekko zirytowany, zerka raz po raz na zgromadzonych, a oni tłumią śmiech. Z moich ust wciąż wydostaje się niezrozumiały bełkot.

Wreszcie, papież, chcąc rozładować sytuację, parska, wskazuje na mnie i zwraca się do pozostałych słowami:

            – Widzicie z kim się ożeniłem?!

Udostępnij tekst:
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+